Listopad rozpocząłem od długiej, sentymentalnej podróży do grobów rodzinnych. Tak jest co roku. Jadę 300 km, kładę na granitowych płytach kwiaty, zapalam świece, wysyłam w zaświaty swoje radosne wspomnienia, a także pełne żalu westchnienia, patrzę na swoje ukochane góry i…. wracam. Nostalgia wymusza na mnie powrót przez Wisłę, Przełęcz Salmopolską i Szczyrk by nasycić oczy i utrwalić pamięć. Pogoda sprzyjała tej podróży.


Beskidy skąpane w słońcu są wyjątkowo urokliwe.

 

 

Ta długa podróż wspomnień – bo przecież myśli się i rozmawia głównie o tych, co odeszli – co roku jest mniej uciążliwa. Z autostrady A4 zjeżdża się już bezpośrednio w Tychach na tzw. Gierkowkę, która kończy się dopiero w Bielsku Białej czyli u podnóży Beskidu Śląskiego. Jedzie się więc dobrze, szybko, brakuje natomiast wzdłuż A4 przyzwoitych miejsc na postój – stacji z dobrą gastronomią i eleganckimi toaletami. Warto na koniec odnotować, że na Śląsku niektóre stacje sprzedawały benzynę poniżej 4 zł!