W komentarzu do jednego z wpisów wojtyczka zwierza się, że lubi spacerować nie tylko w czasie ładnej pogody, ale także w pochmurne, a nawet słotne dni. Podzielam te upodobania i serdecznie namawiam wszystkich do takich codziennych spacerów, bo nie ma lepszego sposobu na hartowanie organizmu i uodpornianie go na przeziębienia. Wiem, że kiedy za oknem jest zimno, nieprzyjemnie, trzeba mieć w sobie wiele optymizmu, radości życia, by zrezygnować z nicnierobienia w kapciach przed telewizorem i desperacko wyjść na niepogodę.

     Ale warto. Choćby po to, by nie gnuśnieć, by przełamać swoje słabości. Właściciele psów, którzy bez względu na pogodę są  wyprowadzani przez swoich ulubieńców zwykle trzy razy dziennie na spacer, doskonale wiedzą o czym piszę. Nagrodą za taki spacer może być jesienny deser lub kieliszek własnej nalewki. Albo nawet jedno i drugie.

     Pieczone jabłko. To trochę zapomniany jesienny deser. Potrzebne są do niego duże, twarde tzw. winne jabłka. Po jednym na osobę. Należy ściąć wierzch od strony szypułki, ostrożnie wydrążyć łyżeczką gniazdo nasienne, posypać je sproszkowanym cynamonem, włożyć tam kawałek masła i łyżeczkę cukru lub miodu, albo malinowe konfitury, albo żurawiny – według upodobań. Dołożenie do każdego jabłka gwiazdki anyżowej (kupuje się w sklepach z ingredencjami) nada całości niezwykłego aromatu. Tak przygotowane jabłka należy przykryć czapeczkami ze ściętych wierzchów, ułożyć na blaszce czy w naczyniu żaroodpornym, dodać kawałek masła, łyżkę wody i piec w piekarniku (180°C) około pół godziny, aż jabłka będą rozpulchnione. W trakcie pieczenia można podlać delikatnie wodą.