- Co ty robisz, że ten kaktus tak pięknie ci kwitnie – zapytano mnie w lecie kiedy rzeczywiście nasz niepozorny kaktus chełpił się wielkiej urody kwiatami. 
 - Co robię – powtórzyłem bezwiednie… słucham Tomasza K.
 - Kto to jest Tomasz K. – padło kolejne pytanie.   Tomasz K. jest synem mojego przyjaciela, kompozytorem, pracownikiem naukowym wrocławskiej Akademii Muzycznej i od lat szkolnych miłośnikiem kaktusów. Kiedy więc zorientowałem się, że w domu za sprawą dzieci nazbierało się trochę kaktusów i są traktowane jak przysłowiowe piąte koło u wozu, zadzwoniłem do Tomasza.
 - Co z nimi zrobić – zapytałem – bo nie mam sumienia żywych roślin wyrzucać.
 - Proszę je wziąć pod swoja opiekę – odpowiedział, a one się panu odwdzięczą ładnym kwitnieniem. Prawie wszystkie kaktusy kwitną, a wiele zachodu nie wymagają.
  Kupiłem zatem specjalną ziemię do kaktusów, poprzesadzałem je do odpowiednich doniczek, wystawiłem na słoneczny balkon i tak, jak zalecił T. zasilałem co dwa tygodnie wodą z nawozem do kaktusów. Jeszcze tego samego roku dwa małe zakwitły. Jesienią zadzwoniłem ponownie do T. bo zaczęło się robić zimno i trzeba było rośliny zabierać z letniska do domu.
 - Teraz proszę je wynieść do zimnego, jasnego pomieszczenia i do wiosny o nich zapomnieć.
 - Nie podlewać ? – upewniałem się z niedowierzaniem..
 - Nie! Aż do wiosny.
Tak zrobiłem i tak robię co roku. A kiedy jeden z kaktusów został przez przypadek mocno oszpecony odciąłem i zatrzymałem tylko jego nieuszkodzoną część.
 - Jak go ukorzenić – zapytałem, a T. poradził by wstawić pionowo do naczynia bez ziemi i bez wody. Trzymać tak długo aż wypuści korzenie i dopiero wtedy posadzić do ziemi. Wypuścił po dwóch miesiącach!!
     Nie przepadam za kaktusami, ale skoro już są …