Na scęście, na zdrowie,
na ten Nowy Rok
co by się wom darzyło,
przez cały rok!

      Pukam do Państwa drzwi z życzeniami, tak jak przed laty do mojego domu pukali góralscy kolędnicy. Przychodzili zwykle pierwszego stycznia wczesnym wieczorem. Często z gwiazdą. Na ogół gwiazda była duża, na wysokim kiju, kręciła się, a oni (dzieciaki) poprzebierani w pastuszkowe stroje śpiewali w drzwiach kolędę kończąc ją życzeniami, które złożyłem na wstępie. Dostawali od ojca pieniądze, słodycze i szli do następnego domu.
      W sylwestrową noc okazało się, że zwyczaj ten odżył w dużym mieście. Na godzinę przed  uwolnieniem korków z szampana przyszli kolędnicy-studenci. Był mnich, wędrowiec, telewizor(!) nadający życzenia i miła dziewczyna. Dostali butelkę porządnego Merlota…
       Czy ja dostanę chociaż jakieś dobre słowo?