Dziś uroczystość Objawienia Pańskiego zwana świętem Trzech Króli. Na nowo odżyła dyskusja na temat przywrócenia w to święto dnia wolnego od pracy. Przeciwnicy twierdzą, że za dużo tych świąt, zwolennicy wskazują na najbliższych sąsiadów, którzy tego dnia świętują i w ruinę nie popadli.      Gdyby dzisiaj był ustawowo wolny dzień to, właśnie kończył by się tzw. długi weekend, który – przypomnę – rozpoczęliśmy przed wigilią (niektórzy 19-go grudnia).  W ten sposób nawiązalibyśmy do prastarej tradycji. Według niej dzień Trzech Króli zamykał tzw. dwunastnicę czyli obchody Bożego Narodzenia, podczas których  wstrzymywano się od każdej cięższej pracy. Balowano natomiast i biesiadowano bez przerwy, a w dzień Trzech Króli – piszą kronikarze – urządzano uczty przewyższające wieczerze wigilijną, bo przecież nie obowiązywał już post. Na środku biesiadnego stołu kładziono specjalnie na  tę okazję upieczony bochen chleba nakryty lnianą ściereczką. Miał zapewnić rodzinie obfitość chleba do przyszłego roku, a na pamiątkę darów królewskich dla Jezuska dzieci otrzymywały specjalne ciastka zwane szczodrakami, zaś dorośli jabłka – na zdrowie, orzechy – na długowieczność, migdały – dla zabezpieczenia przed chorobami oraz antałki piwa, wina lub okowity na dobre samopoczucie i powodzenie u płci przeciwnej. Tradycyjną zabawą podczas tych uczt było szukanie migdałowego króla. Zostawał nim ten, kto znalazł migdała w tzw. rogatym cieście czyli w specjalnie upieczonych na ten dzień rogalikach, albo w pączkach. Migdałowy król dostawał przywilej wodzireja zabawy, wybrania do tańca najładniejszej panny i podobno miał zagwarantowany od losu wyjątkowo dobry rok.
      Cóż, dzisiaj już nikt takich zabaw nie urządza, w szczęście migdałowego króla nikt nie wierzy, a  dobrą przyszłość najpewniej się dobrą pracą załatwia. Może więc nie warto od niej uciekać…