Ogród wypoczynkowy – sąsiedzi i sąsiedztwo
To kolejny bardzo ważny problem, który trzeba przemyśleć zanim jeszcze zaczniemy projektowanie ogrodu. Zdarza się tak, że kupujemy ogród z polecenia znajomych i do tego jest on za ich płotem – tak było w naszym przypadku. Wtedy jesteśmy już na wstępie w sytuacji uprzywilejowanej. Możemy liczyć na ewentualna pomoc, życzliwą radę – tych na początek nigdy za dużo, na wyrozumiałość, kiedy nieświadomie zrobimy coś wbrew interesom ich ogrodu.
A co takiego możemy zrobić? Na przykład postawić kompostownik w pobliżu miejsca, gdzie zwyczajowo odpoczywają. Albo posadzić przy graniczącym z nimi płocie krzew, który będzie rzucał cień w miejsce, na którym rosną ich światłolubne rośliny.
Trzeba jednak pamiętać, że bezpośrednich sąsiadów ma się – jak w domkach szeregowych – z lewej i prawej strony. Z tymi drugimi trzeba się więc ułożyć przynajmniej na zasadach towarzyskiej poprawności. Na początku bardzo pomagają w tym grzecznościowe powitania i pożegnania oraz dyskretna wzajemna obserwacja.
Znacznie więcej krytycyzmu trzeba mieć kupując ogród z ogłoszenia, od osoby nieznanej. Wtedy warto bardziej wnikliwie wypytać o sąsiadów, ich zwyczaje, ocenić otoczenia. Może bowiem okazać się, że sąsiedni ogród zajmuje rodzina z małymi dziećmi i psem, która wszystkie wolne dni spędza w ogrodzie hałasując niemiłosiernie od rana do wieczora. Albo, że możemy mieć bezpośrednio za płotem ogród od wiosny do jesieni zaniedbany, pełen chwastów i szkodników, i one cały czas będą atakować nasz ogród.
Nieobojętne jest również samo położenie ogrodu. Taki, który ze wszystkich czterech stron ma sąsiadów jest znacznie bezpieczniejszy od tego, który jednym bokiem przylega do zewnętrznego ogrodzenia kompleksu ogrodów działkowych. Z własnego doświadczenia wiem, że nawet dwumetrowe ogrodzenie nie jest wielka przeszkodą dla ludzi nieuczciwych. Złomiarze przeskakują po wszystko co metalowe – po starą, ale bardzo przydatną w ogrodzie taczkę, beczkę na deszczówkę, metalowe wsporniki do roślin, żeliwną pompę, czy zewnętrzny kran, a inni amatorzy łatwego zarobku wycinają tulipany, żonkile, piwonie.
Tak więc wszystkim, którzy dopiero noszą się z zamiarem kupna ogrodu radzę przed podjęciem decyzji wziąć pod uwagę i ten aspekt. Kto zaś wcześniej się nad tym nie zastanawiał musi sobie z tymi problemami radzić.
Daniela on 09 lut 2009 at 12:18 #
Midem,
bardzo trafne spostrzeżenia.
My zakochaliśmy się w działce, którą obecnie mamy, gdy byliśmy na grillu u kolegi. Czekaliśmy dwa lata zanim można było ją zająć, ale było warto. Podobała nam się lokalizacja na południowym zboczu o niewielkim spadzie. Nic na niej nie było, była jednak jedyna z niezagospodarowanych w tej części ROD. Jakże ucieszyli się sasiedzi, gdy się okazało, że ktoś te chwastowe chaszcze uporządkuje. Zaczynaliśmy od strony sąsiadów właśnie, by ulżyć ich problemom przenoszonym z naszej działki z powodu jej zaniedbania.
Mamy sąsiadów bezpośrednich tylko z dwóch stron i staraliśmy się od początku żyć z nimi w zgodzie. Gdy stawialiśmy pierwsze zabudowania uwzględnialismy fakt, że ich ulubione miejsce do odpoczynku – taras zewnetrzny – jest usytuowany poniżej naszego terenu. Nie chcieliśmy zabierać im słońca więc uzgodniliśmy takie miejsce, by wszyscy byli zadowoleni. Staram się tam także nie sadzić drzew czy większych krzewów, by zachodzące słońce nie rzuciło szybko cienia.
Nie bez znaczenia jest też nasz kolega i jego żona, którzy zachęcili do działkowania nie tylko nas, ale i kilka innych osób. To dzięki nim wszyscy na początku mieli gdzie zostawić jakieś narzędzia, posiedzieć w cieniu i napić się kompotu domowej roboty itd. Żartowaliśmy, że chyba za to powinniśmy im jakiś obelisk postawić. Oczywiście uzyskaną pomoc “oddaliśmy” w jakiś sposób innym, pomagając im także w zakładaniu swojego ogródka. Jakże ważne jest poza dobrą radą czasem pożyczenie jakiegoś narzędzia, zaproszenie na herbatę czy kawę, czy podzielenie się kanapkami. Gdy ma się kawałek ziemi bez niczego – pomoc taka jest nieoceniona.
Urszula on 10 lut 2009 at 07:41 #
Ja naszą działkę sobie wymarzyłam. Nasze spacery to było oglądanie ogródków działkowych. Któregoś zimowego dnia stanęłam zauroczona przed jedną z działek.Wyglądała bajkowo. Z komina unosił się dym, w oknie światło i olbrzymi świerk obsypany śniegiem. Mąż, choć się do tego nie przyznał, również był zauroczony tym skrawkiem ziemi. No i zaczęło się. Wypytywałam wszystkich, których znałam, do kogo należy działka. Udało się. Jedna ze znajomych oznajmiła nam, że właściciele wyjeżdżają z kraju i działka jest na sprzedaż. Była zadbana i wypieszczona.Kupiliśmy ją. W pierwszym roku, ponieważ kupiliśmy ją w maju, posadziłam i posiałam wszędzie kwiaty. Cieszymy się z każdego dnia, kiedy jesteśmy na naszej działce. Ale był też i taki rok, kiedy nasza działka z powodu mojej choroby, wygladała zaniedbana i jakby nie nasza. Zachwyca nas przez te wszystkie lata każdego dnia i kiedy nadchodzą ciepłe dni, trudno się wraca do mieszkania. Każdy powinien mieć taki, mały skrawek ziemi.