Zanim cokolwiek zaczniemy robić w ogrodzie musimy zaopatrzyć się w zestaw odpowiednich narzędzi.  To pierwszy, lecz nie ostatni wydatek. One, niestety, będą się mnożyć, więc kolejna przestroga dla początkujących: licz się ze swoimi możliwościami, nie mierz od razu zbyt wysoko. Wprawdzie zwyczajowo jest tak, że poprzedni właściciel zostawia narzędzia, ale często nie zostawia, albo wymagają one wymiany. Handlowcy posiadają bogatą ofertę, naszym problemem jest, co z tego wybrać. Generalnie proponuję zdecydować się na narzędzia wysokiej jakości, ze względu na ich trwałość. Tym bardziej teraz, w okresie zapaści gospodarczej. Jesteśmy przecież  za biedni, by kupować rzeczy tanie.      Podstawowy sprzęt powinien składać się z następujących  narzędzi:
Szpadel – minimum jeden. Służy do kopania, plantowania, sadzenia drzew i krzewów. W handlu są duże, średnie i małe. Trzeba sobie dobrać do swoich możliwości fizycznych. Powinien być z dobrej stali i z budzącym zaufanie styliskiem. Z doświadczenia wiem, ze style z surowego drewna świerkowego czy sosnowego łamią się  jak zapałki.
Widły. Służą do przekopywania ziemi. Powinny być płaskozębne, z zaostrzonymi zębami. Różnią się długością tych zębów  – do ogrodu nie muszą być długie.
Grabie. Potrzebne do spulchniania gleby przed siewem, do wyrównywania powierzchni grządek, ale także do wydrapywania trawnika i sprzątania. Warto mieć grabie szerokie i wąskie.
Miotłograbie. Niezbędne do pielęgnacji trawnika.
Motyka, albo – jak mówią inni – kopaczka. Mamy po babci motykę tzw. holenderską w kształcie serduszka z jednej strony i dwóch ząbków z drugiej. To nieocenione narzędzie do zwalczania chwastów na grządkach i rabatach, a nawet do wytyczania rowków przed siewem. Takich motyk teraz w sklepach nie widzę, ale z całą pewnością warto ich szukać. Są natomiast w  sprzedaży grace, które w też są przydatne.
Łopatka, trójząb i ręczne grabki. Są niezbędne do sadzenia bylin, rozsady i zwalczania chwastów. W handlu są tanie zestawy tych narzędzi, ale one nadają się najwyżej do przesadzania roślin doniczkowych. Do ogrodu trzeba mieć przede wszystkim porządną łopatkę z grubej blachy, z solidnym drewnianym uchwytem. Takie robi polski producent i żadna chińska łopatka z wymyślnymi uchwytami jej nie zastąpi.             
Sekator. Niezbędny co najmniej jeden. Do wycinania przekwitłych kwiatów, do obcinania róż, krzewów i gałęzi drzew. Tu znowu oferta jest bardzo zróżnicowana. Te najtańsze obcinają źle, nierówno, strzępią obcinaną powierzchnię – co szkodzi roślinom i często nie wytrzymują jednego sezonu. Przy starych drzewach przydatny będzie także sekator na długich rączkach.
Miotła i wiadro. Wiadomo, muszą być. Dobrze jest mieć miotłę brzozową.
Konewka. Polecam dużą, 10-litrową, plastikową, bo tania. Jak się czasem zapomni schować to mniejsze prawdopodobieństwo, że zginie.
Opryskiwacz. Konieczny, a najlepiej kiedy są dwa opryskiwacze. Do drzew i krzewów przydatny pięciolitrowy. Do miejscowego zwalczania mszyc wystarczy nawet półlitrowy.
Kosiarka. Trudno sobie wyobrazić ogród wypoczynkowy bez trawnika i trudno sobie wyobrazić trawnik bez kosiarki. W sprzedaży są ręczne, elektryczne i spalinowe. W małym ogrodzie elektryczne wydają się najlepsze. Wybór jest duży. Większość kosztuje ok. 200-300 zł, a czasami w okresie promocji jeszcze mniej. Służą zwykle trzy sezony, potem trzeba wymieniać. Cały problem z kosiarką polega na tym, że w jednych kosz zbierającyskoszoną trawę zakłada się łatwo i napełnia się w całości, w innych niestety nie, i to jest denerwujące. Jak wybrać taką, którą pracuje się przyjemnie? Tego niestety nie wiem. Chyba, że zdecydujemy się na markową, np. Boscha, ale to są zupełnie inne koszty zakupu.
Skrzynka z narzędziami. Potrzebna. Trzeba mieć pod ręka młotek, obcęgi, kleszcze, śrubokręty, klucze do śrub.