woda

     Niedziela. Rano ściana deszczu. Lubię w ciepłe letnie dni ten szum pionowo spadających strumieni wody, ale mam świadomość, że w tej chwili bardziej na południe woda jest bezwzględna, że rozgrywają się tam ludzkie tragedie. Powodzie świętojańskie. Śledzę komunikaty i przywołuję w pamięci mapę powodzi na Dolnym Śląsku, którą robiłem po dramatycznych zalaniach w pamiętnym tutaj 1997 roku. Powtarzają się te same miejscowości. Co to znaczy? Czy przez te minione 12 lat nie udało się nic zrobić dla bezpieczeństwa mieszkających tam ludzi? Niebawem odpowiedzi na podobne pytania będę znane.     Korzystam z przerwy w deszczu, wychodzę na poranny spacer. Rzeka, która wtedy wylała, mocno przybiera. Jest brązowa ( górale mówią: kalna) i płynie wartkim nurtem.  Wodne ptactwo siedzi na brzegach. Do ogrodu człapię po błocie, a tam kwiaty – radość tej pory roku, umęczone  przez deszcz. Wracam szybko, w strugach kolejnego deszczu. Mimo kurtki przeciwdeszczowej z kapuzą jestem cały mokry. Czika – mały sznaucer, towarzyszka codziennych spacerów, po przymusowej kąpieli śpi zawinięta w koc.

w-deszczu1

w-deszczu-5

skapane-w-deszczu-1

w-deszczu 6

w-deszczu-4