To było dokładnie 31 lat temu. Wieczorem rozdzwoniły się telefony. Ta wiadomość zelektryzowała wszystkich. Kardynał Karol Wojtyła został papieżem. Niedowierzanie, radość, ekscytacja. Duma. A potem długie, niezwykłe życie w Watykanie i tysiące pielgrzymek do Rzymu na spotkanie z Rodakiem. W 1985 roku górale przywieźli mu małą sosenkę z Tatr – z miejsca, które szczególnie pokochał. Niestety, posadzona w ogrodach watykańskich, uschła. Papież jednak nie pozwolił jej całkiem zginąć, uwiecznił ją w przejmującym wierszu, w którym zdradza również swoje niepokoje.

Do Sosny Polskiej  

Gdzie winnice, gdzie wonne pomarańcze rosną, 
Ty domowy mój prostaku, zakopiańska sosno, 
Od matki i sióstr oderwana rodu, 
Stoisz, sieroto, pośród cudzego ogrodu. 

Jakże tu miłym jesteś gościem memu oku, 
Bowiem oboje doświadczamy jednego wyroku. 
I mnie także przeniosła pielgrzymka daleka. 
I mnie w cudzej ziemi czas życia ucieka. 

Czemuś – choć cię starania cudze otoczyły, 
Nie rozwinęła wzrostu – utraciła siły? 
Masz tu wcześniej i słońce, i rosy wiośniane. 
A przecież twe gałązki bledną pochylane. 

Więdniesz, usychasz, 
smutna wśród kwietnej płaszczyzny 
I nie ma dla ciebie życia, 
bo nie ma Ojczyzny. Drzewo wierne! 

Nie zniesiesz wygnania, tęsknoty  
Jeszcze trochę jesiennej i zimowej słoty, 
A padniesz martwa – obca ziemia cię pogrzebie. Drzewo moje! 
Czy będę szczęśliwszy od ciebie?  

                                                                                   Jan Paweł II 
 
       Za czym tęsknił? Myślę, że za takim zwykłym, ludzkim szczęściem, jakiego doświadczył pod koniec życia, podczas ostatniej pielgrzymki do Polski, kiedy stary, schorowany siedział rozradowany wśród tłumu jakże bliskich sobie ludzi na wadowickim rynku i wspominał, wspominał, wspominał…