Koniec lutego – początek marca to najlepsza pora na przesadzanie roślin doniczkowych. Oczywiście przesadzamy te, które tego wymagają. U mnie potrzebę taką zgłaszał aloes.
      Ta niezbyt dekoracyjna roślina zawsze stała na parapecie okna u mojej babci. Nie przeniosłem tego zwyczaju w swoje dorosłe życie do czasu, aż mój mały synek potwornie zdarł kolano oraz goleń podczas dziecięcych zabaw. Stara pani doktor w pogotowiu ratunkowym zabezpieczyła rozległą ranę i zaleciła okładanie jej przeciętymi lub rozgniecionymi liśćmi aloesu.
      Ba, ale jeśli babci już nie ma, skąd w sobotę wieczorem wziąć aloes. W takich sytuacjach często sprawdzają się przyjaciele. I właśnie jedna z zaprzyjaźnionych osób pojechała natychmiast do swojej wielce szanownej instytucji  i tam z korytarzowego okna zabrała doniczkę z aloesem. Roślinka była bladozielona, zabiedzona, ale swoją rolę spełniła doskonale. I pozostała na moim parapecie. Jest ze mną, a właściwie kolejne od niej odrosty, już od dwudziestu lat.
      Aloes to typowy sukulent. Pochodzi z tropików. Ma grube, mięsiste, ostro ząbkowane liście wyglądem przypominające zminiaturyzowane liście agawy. Wymaga stanowiska jasnego, słonecznego. W zimie dobrze się czuje w temperaturze 6-10 ºC. Jak wszystkie sukulenty, nie lubi nadmiernego podlewania, za to dobrze znosi przesuszenie, więc jak się o nim zapomni, to nic strasznego się nie stanie. W trakcie lata warto go raz na dwa tygodnie zasilać odpowiednimi nawozami. Rozmnażamy go na wiosnę poprzez odłamywanie odrostów i ukorzenianie ich w piaszczystym podłożu. Można też zdecydowanie odmładzać roślinę mateczną. 
       O uzdrawiających właściwościach aloesu nie będę się rozpisywał, bo publikacji na ten temat jest teraz co najmniej tak dużo, jak  dużo jest różnych uzdrawiających specyfików wyrabianych z tej rośliny. Z pełnym przekonaniem jednak polecam tę roślinę jako sprzymierzeńca w sytuacji pierwszej pomocy – do leczenia powierzchownych skaleczeń, ran i poparzeń, a także jako surowiec na nalewkę oczyszczająco – wzmacniającą.
       Podobno maksymalne stężenie swoich właściwości leczniczych aloes osiąga w trzecim roku wzrostu. I zwykle po trzech latach roślina osiąga wielkość przekraczającą moje oczekiwania, a jednocześnie wymaga przesadzenia. Ścinam ją więc do rozmiarów wyjściowych, zaś z obciętych liści robię według babcinego przepisu nalewkę:
      Umyte liście mocno rozdrabniam w malakserze i wlewam do dużego słoja. Na jedną objętość rozdrobnionych liści należy dodać półtora objętości czerwonego  wina (wybieram półwytrawne), czyli do każdego litra pulpy aloesowej należy dolać 1,5 l wina. Z kolei na każde 2,5 l takiego nastawu dodaję szklankę płynnego, dobrego miodu i pół szklanki spirytusu. Tak przygotowaną miksturę trzeba szczelnie zamknąć i ostawić w ciemne miejsce lub słój owinąć papierem lub ściereczką. Po dwóch tygodniach nalewkę należy zlać przez gęste sito albo gazę i odstawić do sklarowania.
      Taka nalewka aloesowa podobno oczyszcza organizm ze złogów toksyn i wzmacnia jego siły witalne. Żeby działała skutecznie należy ją pić codziennie co najmniej przez miesiąc, po jednym małym kieliszku przed snem. Czy rzeczywiście pomaga? Nie wiem, ale z pewnością nie szkodzi.