Na drodze moich codziennych spacerów mirabelki rosną dziko – jedne w formie drzew, inne w formie dorodnych krzewów. One zawsze pierwsze sygnalizują, że szaleństwo kwitnących drzew jest tuż, tuż. Jeszcze trochę i będzie jak w tej popularnej piosence: “rozkwitają jabłonie i grusze”…     Żółte owoce tych drzew na surowo nie są zbyt atrakcyjne do jedzenia, bo mało smaczne i trudno oddziela się je od pestki. Bardzo chwalone są natomiast zrobione z nich przetwory – dżemy czy marmoladki.
      I jeszcze ciekawostka: wśród górali żywieckich śliwki te nazywano ”liboski”. W biednych domach robiono z nich zupę zwaną pituch. Przepis był prosty: rozgotowane śliwki przecierano, przecier zabielano mlekiem, albo kwaśną śmietaną, na talerz kładziono ugotowane ziemniaki i zalewano je zupą.
     Nie polecam, ale jakby ktoś chciał spróbować dania z biednej kuchni góralskiej…