W sobotę kolejna wielka fala przechodziła przez Wrocław. Nasza mała Oławka rozlała się podobnie, jak 22 maja, co pokazywałem na blogu. I tym razem rzeka nie zalała ogrodów, ale żeby się do nich dostać trzeba było brnąć po kostki w wodzie. Wartki nurt znowu zatrwożył ludzi, a ptaki wodne przepłoszył – szczególnie kaczki z małymi rozpierzchły się w poszukiwaniu spokojniejszych miejsc.

     I właśnie kiedy ze strachu przed zalaniem zajmowano się zabezpieczaniem sprzętu w ogrodach, kundel-znajda przygarnięty niedawno  przez sąsiadów, znalazł wśród krzewów i delikatnie przyniósł w pysku małą kaczuszkę. Stał z miną jakby chciał powiedzieć: zajmijcie się nią. No to się zajęliśmy, bo niestety matki i pozostałych małych nie znaleźliśmy.
     W nocy była z nami w domu, spała w koszyku, dzień spędzała w naprędce zrobionym kojcu, na trawniku. Jadła sałatkę z ugotowanego jajka na twardo posiekanego z pokrzywą, okruszki biszkoptów rozmoczone w wodzie, skubała trawkę, a najchętniej zjadała małe kawałki dżdżownic. Pływała w miednicy.
     Dzisiaj wczesnym rankiem znalazła schronienie w pewnej posiadłości, gdzie w ogromnej wolierze żyje cała masa ptactwa wodnego, w tym również kaczki z małymi. Tam podobno najłatwiej znajdzie rodzinę zastępczą.