Poranna wizyta
Przyleciała wraz z porannym podmuchem wiatru. Usiadła w pokoju na oświetlonym słońcem parapecie i… jak każdy zmęczony maluch zaczęła zasypiać. Mała, mieszcząca się w dłoni sikorka. Nie miała najlepszego początku dnia, ale na szczęście nasz kot już, albo jeszcze spał.
Pewnie wczoraj, a może nawet dzisiaj wczesnym rankiem opuściła gniazdo. Była wychłodzona i chyba głodna, ale ogrzana w rękach zaczęła odzyskiwać wigor. Jak ja nakarmić? Pewnie lepiej zrobią to rodzice. Może są w pobliżu? Z tą nadzieją postawiłem ją na balkonie, w skrzynce z kwiatami. Siedziała tam grzejąc się w słońcu. Kiedy odszedłem w głąb pokoju, zapiszczała. I wtedy, jak za skinieniem czarodziejskiej różdżki, przyleciały dwie dorosłe sikory. Na zmianę karmiły malucha i szybko cała trójka odleciała.
Sikory, choć to środek dużego miasta, zaglądają na nasz balkon przez okrągły rok. Od jesieni do wczesnej wiosny są dokarmiane.


magladena on 15 cze 2010 at 19:37 #
Magiczna historia :)
Bogdana on 30 lip 2011 at 08:28 #
To znowu ja. Kiedy zaczyna Pan dokarmiać?
midem on 30 lip 2011 at 20:42 #
Już na początku jesieni