Kilkanaście dni poza domem. Tym razem nie w ukochanym Beskidzie Żywieckim, ale w nieznanych mi dotąd Górach Opawskich na Opolszczyźnie. To niewysokie pasmo górskie należące do Sudetów Wschodnich dzieli granica z Republiką Czeską. Po naszej stronie najwyższy szczyt to Biskupia Kopa (890 m n.p.m.), po ich Příčný vrch   ( 995 m n.p.m.). Po naszej stronie Jarnołtówek – najbardziej znana tam wieś letniskowa, po ich miasteczko sanatoryjne Zlate Hory.

     Historia obu miejscowości sięga początków XIII wieku, kiedy odkryto, że wśród różnych wartościowych minerałów jest tam również złoto. Teraz największą wartością tych stron są walory przyrodnicze. Nawet monotonny, nieco senny – jak to w niskich górach – krajobraz potrafi zauroczyć swoją zmiennością w ciągu dnia.
     Oto widok z tarasów u podnóża Biskupiej Kopy na dolinę Złotego Potoku w czasie dni wielkiego upału. Wczesnym rankiem dodatkową atrakcją były piskliwe loty koszące dziesiątków jaskółek, o zmierzchu w niezwykłej ciszy wśród otaczających lasów najlepsze myśli o dziecinnych wakacjach na wsi przywoływały urokliwie snujące się nad wioskami dymy z kominów, a majestatyczny zachód słońca nakazywał patrzeć w milczeniu…