Skąd ty odgrzebałeś tego Orkana – zadzwonił przyjaciel po przeczytaniu „Późnego lata”. O jego utworach chyba już niewielu pamięta…
     Skąd odgrzebałem? Z pamięci. Bo to przecież był góral. Franciszek Ksawery Smaciarz – syn biednego drwala, zimą dorabiającego szyciem kierpcy. Najprawdziwszy, ubogi, twardy, a przy tym niezwykle wrażliwy góral z Poręby Wielkiej w Gorcach, który przybrał pseudonim literacki Władysław Orkan.  Pisarz, poeta, dramaturg.     Potrafił pisać piękną gwarą góralską i potrafił napisać to, co czuli, z czego byli dumni ludzie wśród których żył, lecz nie zawsze potrafili swoje uczucia ubrać we właściwe słowa. Pewnie z podziwu dla jego talentu mówiono o nim „Dumac z Gorców”.
     Co to znaczy „dumac”? Myśliciel, filozof. Był przy tym aktywnym działaczem społecznym, ideologiem, współzałożycielem i pierwszym prezesem Związku Podhalan, autorem „Wskazań dla synów Podhala”. I choć jego książki znikły z listy lektur szkolnych, choć o jego utworach rzeczywiście mówi się coraz rzadziej, na Podhalu pamięć o nim jest ciągle żywa.
     Przeczytajcie jak w powieści „W Roztokach” pięknie pisał o swoim gnieździe, o miejscu w którym żył:

     „Naprzeciw Tatr, między doliną nowotarską, a wężowatą kotliną Raby, wspięło się gniazdo dzikich Gorców. Od romantycznych Pienin rozdzielał je wartki kamienicki potok, a od spiskiej krainy odgraniczył je bystry Dunajec. Samotnie stoją nad wzgórzami. A wyżej jeszcze nosi głowę ojciec ich rodu, zasępiony Turbacz. Nie wiadomo kto go chrzcił i skąd mu to miano. Może stąd, że turbanem mgły przed deszczem owija łysą głowę, albo raczej, że widywano go zawsze w turbacji wiecznej.”