Pierwszy duży śnieg i pierwsze duże mrozy tej zimy. Na krzewach dzikich róż przemarzają czerwone owoce. Takie są najlepsze. Ich rozpulchniony przez mróz, pełen aromatów i witaminy C miąższ jest doskonałym surowcem na nalewkę z dzikiej róży zwanej żenichą kresową. Dlaczego żenichą? Bo robiono ją tradycyjnie w domach, w których dorastały panny do wydania. Na nich też spoczywał trudny obowiązek nazbierania i przygotowania tych owoców.

      Trudny, bo robi się to w chłodzie i na krzewach pełnych kolców, a potem trzeba każdy owoc wziąć w palce i obciąć jego szypułkę oraz ogonek po to, żeby nalew spirytusowy swobodnie wypłukiwał z niego to co najlepsze.
     Teraz przepis. Na dwa kilogramy umytych i tak, jak wspomniałem przygotowanych owoców, nalać 2,5 l spirytusu o mocy 70% ( połowa spirytusu 95% i połowa czystej wódki 40%). Dodać do tego dwie łyżeczki suszonych kwiatów rumianku i łyżeczkę suchej mięty albo kilka listków świeżej oraz 12 goździków. Nalew w ciepłym miejscu powinien stać 6 tygodni. Co kilka dni wstrząsać.
    Po tym czasie zlać, owoce odcisnąć, przecedzić i także dodać do nalewu. Na koniec zagotować 4 szklanki wody. Do przestudzonej wlać 4 szklanki miodu wieloowocowego. Mieszać tak długo aż miód się rozpuści a mieszanka wystygnie. Wtedy dodać ją do nalewu spirytusowego, wymieszać, szczelnie zamknąć i odstawić do sklarowania.
       Sklarowaną nalewkę przelać do butelek  i schować w ciemne, chłodne miejsce co najmniej na trzy miesiące. Ja nalewkom daję szansę na dojrzewanie aromatów co najmniej przez pół roku .