Wczoraj popularna Barburka. Spadł pierwszy od dłuższego czasu deszcz. Barburka po wodzie, Boże Narodzenie po lodzie – zapewnia popularne przysłowie. Może rzeczywiście się sprawdzi i święta będą białe?

      Zanim jeszcze zaczęło padać poszedłem, jak co roku, do ogrodu po gałązki wiśni. Ścinam je w dzień imienin Barbary, wsadzam do wazonu z wodą i czekam do świąt. Z całą pewnością w wigilię zakwitną. Taka dodatkowa mała radość w ten dzień.
     Pobyt w ogrodzie wykorzystałem też do tego, co trzeba zrobić na koniec listopada, kiedy już prawie wszystkie liście opadną z drzew – wyczyściłem rynny w altanie. A ponieważ na najbliższy tydzień synoptycy przewidują opady i brak mrozu, wyjąłem schowaną już beczkę na deszczówkę. Może uzbiera się wody do podlania rododendronów przed zimą.
     Dzisiaj sprawdzałem. Niestety, nazbierało się „tyle co kot napłakał” –zaledwie pół wiadra, ale tydzień dopiero się zaczął. W drodze powrotnej nagle zawiało, rozjaśniło się, krótko zacięło zlodowaciałym deszczem i rozbłysła piękna tęcza zakreślając połowę koła na niebie. Niestety nie miałem ze sobą odpowiedniego obiektywu.