Trudno uwierzyć, ale te wielkie, często większe od futbolowej piłki, kule śnieżno-lodowe przyroda utoczyła sama. Bez inspiracji i pomocy człowieka. Ot, po prostu igraszki zimowego wiatru, śniegu i fal. Oczywiście dzieje się tak tylko w okolicznościach wyjątkowego zbiegu warunków – odpowiedniej temperatury wody, powietrza, szybkości wiatru. Zjawisko obserwowane jest najczęściej w północnej części  Ameryki Północnej, u wybrzeży Kanadyjskiej wyspy Cape Breton, a także na wydmach jeziora Michigan- największego słodkowodnego akwenu USA.


    
     W innych krainach mroźnych zim, tam gdzie nie ma wody, a są pochyłości, spotyka się takie śnieżne obwarzanki. To też sprawka wiatru, który w odpowiednich warunkach pogodowych potrafi toczyć walce o średnicy nawet 70 cm.