Kiedy zapada decyzja o likwidacji starego drzewa, jakoś trudno sobie wyobrazić usunięcie go w całości. Jak je wykopać, jak rozprawić się z budowanym przez lata, potężnym systemem korzeniowym?  Bezradni wobec tych pytań właściciele zostawiają na ogół dolną część pnia z nadzieją, że może uda się z niego zrobić jakiś atrakcyjny element ogrodu. Efekty są jednak na ogół mizerne. Tymczasem usunięcie całego drzewa tak, by można było miejsce po nim zasypać ziemią, wyrównać i na przykład posiać trawę, jest dla dwóch mężczyzn zajęciem na dwie-trzy godziny.

     Jak to zrobić? Trzeba najpierw obciąć wszystkie konary zostawiając jednak pień w całości. Teraz, w jesieni część konarów można od razu przeznaczyć na ognisko i piec w nim ziemniaki, a jednocześnie zacząć rozprawiać się z pniem. Jego podstawę trzeba obkopać po obwodzie co najmniej w odległości 50 cm i usuwać ziemię tak długo, aż pokażą się korzenie główne – zwykle są one nie głębiej niż 30 cm pod powierzchnią. Na ogół są trzy, czasem cztery. Należy je oczyścić z ziemi na tyle, by dało się je przeciąć – ostrą siekierą lub piłą.
     Potem czas na pierwszą próbę przewracania pnia. Nie od razu się uda, bo trzymają go mniejsze korzenie. Część z nich pęknie pod naporem, resztę trzeba będzie przeciąć. Tu wyjaśnienie dlaczego pnia nie należy skracać – bo w tej sytuacji pełni rolę dźwigni. Czym dłuższa, tym skuteczniejsza; jeden z mężczyzn może wejść na drabinę i przechylać koniec pnia do ziemi, drugi z ziemi powinien mu pomagać i podcinać oporne korzenie. Jak nie idzie w jedną stronę, trzeba próbować w drugą – to oczywiste. Kiedy już drzewo położone jest na ziemi, dziurę po nim można zasypać i zagrabić. A co z resztą całego systemu korzeniowego? Wiadomo, pochłonie go ziemia.

Plama w prawym, dolnym narożniku zdjęcia to miejsce po świeżo wykopanym drzewie.