jabłoń

Można powiedzieć, że pierwszy majowy weekend skończył się klasycznie. Po trzech raczej chłodnych, ale słonecznych dniach spadł pierwszy majowy deszcz. Silny i gwałtowny. Kiedy późnym popołudniem zaczęły się zbierać ciężkie chmury, w ogrodach przyjęto to z zadowoleniem, bo deszcz jest potrzebny.

Zupełnie inaczej patrzyli na to ludzie wypoczywający w sąsiednim parku czy na łące na rzeką. Tam grillowano w najlepsze licząc, że może jednak to ołowiane kłębowisko się rozejdzie. Nie rozeszło się, na co optymiści skupili się pod drzewami w przekonaniu, że zaraz przejdzie, a realiści od pierwszych dużych kropli uciekali do samochodów – niektórzy nawet z jeszcze dymiącymi patelniami. Ostatecznie można stwierdzić, że jednak deszcz rozgonił świętujące towarzystwo, bo jest już ciemno, a on nadal pada. Tyle o zakończeniu majówki. A co w jej trakcie?

zmrożone

Była okazja przyjrzenia się z bliska roślinom i okazuje się, że niektóre mocno ucierpiały podczas chłodów, jakie nawiedziły nas pod koniec kwietnia. Nocne przymrozki zwarzyły młode listki róż, hortensji, kwiaty wczesnych różaneczników. Jeśli zestawić to z optymistycznymi prognozami pogody na pierwszą połowę maja można domniemywać, że tradycyjnych Zimnych Ogrodników i Zimną Zośkę mamy już za sobą. Być może w tym roku wydarzyło się to o dwa tygodnie wcześniej.

czereśnia

Nie wiem jak w innych regionach, ale u nas niestety kończą kwitnienie drzewa. Dzisiejszy deszcz zapewne też wiele płatków otrząsnął. Szkoda, że ten radosny, piękny okres jest tak krótki.